– Fizycznie już nie ustępujemy zespołom z elity, ale brakuje nam jeszcze swobody i płynności rozgrywania krążka w przewagach, jaką prezentują zespoły mające w swoich składach zawodników z NHL czy KHL – mówi Bartłomiej Pociecha, reprezentacyjny obrońca GKS-u Tychy.

65 meczów i pięć bramek to aktualne statystyki niespełna 25-letniego obrońcy naszej kadry. Wychowanek KTH Krynica trzy razy grał już na mistrzostwach świata.
Pamiętasz, kiedy nasza reprezentacja wygrała ostatni turniej EIHC?
Szczerze mówiąc, nie.
W lutym 2015 roku w Toruniu, właśnie mija dwa lata…
Czyli jest bardzo dobra okazja, by uczcić rocznicę (śmiech).
Właśnie od 9 do 11 lutego zmierzycie się w Małym Spodku ze Słowenią, Ukrainą i Włochami. Nie jest to łatwy zestaw rywali…
Nie jest, ale z każdym z nich w niedalekiej przeszłości wygrywaliśmy. Jeżeli zagramy na sto procent swoich możliwości, to jesteśmy w stanie to zrobić.
Jednak to rywale mają większe gwiazdy, np. Słoweńcy Anze Kopitara, który niemal w pojedynkę ograł nas w Mińsku, w kwalifikacjach olimpijskich…
W tym wrześniowym meczu to nie była tylko kwestia Kopitara, kilku ich graczy potrafiło rozstrzygnąć losy meczu. Dlatego my musimy zagrać swoje i to na 100 procent, jak w kwietniu w Spodku, gdzie ograliśmy ich 4:1.
Reprezentacja Polski ostatnio dwa razy zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach świata zaplecza elity, występowała w decydującej fazie kwalifikacji olimpijskich. Ile dały wam konfrontacje z takimi rywalami jak Dania czy Białoruś. Dużo brakuje do elity?
Jeszcze trochę… Szczególnie jest różnica w jakości rozgrywania krążka w przewagach, u nas nie ma tej swobody, płynności, jaką prezentują zespoły mające w swoich składach zawodników z NHL czy KHL. To największa różnica, bo fizycznie już im nie ustępujemy.
W kwietniu gracie w mistrzostwach świata 1A w Kijowie… Typujesz, że…
Chciałbym, żebyśmy zagrali o jak najlepszy wynik. Czeka nas tak naprawdę pięć ciężkich meczów, każdy z nich o awans albo o utrzymanie.
Na Ukrainie waszymi rywalami będą kolejno Korea, gospodarze, Kazachstan, Węgry i Austria. Tak naprawdę pierwszy mecz znów zdecyduje czy bijecie się o awans czy o utrzymanie.
Zawsze tak jest, że pierwszy mecz jest najważniejszy, najdłużej się do niego przygotowujemy. Teraz też tak będzie. Korea z turnieju na turniej to silniejszy zespół. Wiadomo, przygotowują się do olimpiady w 2018 roku, którą organizują u siebie. Pokazaliśmy jednak, choćby w Gdańsku, że umiemy i możemy z nimi wygrać, ale na pewno w Kijowie czeka nas zacięty pojedynek.
Właśnie z Koreą czy Włochami wygrywaliście do niedawna większość meczów towarzyskich, by potem przegrać z nimi na mistrzostwach świata. Może warto by odwrócić tę tendencję?
Z pewnością tak. Choć prawdę powiedziawszy wolelibyśmy zawsze zwyciężać. W towarzyskich meczach jest jednak dodatkowa doza swobody, a na ważne mecze zwykle lekko się spinamy, tym bardziej, że wpadaliśmy na te zespoły zwykle na początku turnieju.
Od niespełna roku jesteś szczęśliwym mężem…
Tak, dziękuję (śmiech).
…Karolina kibicowała ci nawet w Rouen, Budapeszcie czy Gdańsku, więc obstawiam w ciemno, że nie masz bardziej wiernego kibica?
Nie mam. Jej obecność jest dla mnie bardzo ważna, bo stara się być na każdym meczu. Cieszę się bardzo z tego.

Niecały rok temu Karolina i Bartłomiej Pociecha powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Na weselu bawiło się wielu hokeistów. Fot. archiwum prywatne
Mimo niespełna 25 lat na karku masz już ponad 60 występów w pierwszej reprezentacji. Przy tej tendencji rekord Henryka Grutha, który rozegrał 240 spotkań, może być zagrożony?
Nie mam pojęcia, bo to nie tylko ode mnie zależy. To moje marzenie, żeby z orzełkiem na piersi grać nawet do „czterdziestki”. Do tego jednak wszystko musi się zgrać: zdrowie, indywidualne osiągnięcia w klubie i także spokój w domu z żoną i dziećmi – mam nadzieję w przyszłości. Wtedy można utrzymać jak najwyższy poziom, choć do tak wybitnych zawodników, jak pan Henryk Gruth, nigdy nie odważyłbym się porównywać.
Hokejowi eksperci twierdzą jednak, że powinieneś już rozwijać swój talent za granicą. Kilka lat temu próbowałeś swych sił w Czechach. Nie chciałbyś znów spróbować? Czujesz się na siłach?
Powiem szczerze, że czuję się na siłach i bardzo chciałbym spróbować. Raz już próbowałem w Vitkovicach, ale wtedy nie miałem odpowiedniej osoby, menedżera, która bo pomogła mi pokierować karierą. Na razie jestem w kraju, ale mam dopiero 25 lat i sporo przede mną. Może ktoś mnie jeszcze zaobserwuje, będę się starał.
Jesteś wychowankiem KTH Krynica, podobnie jak kilku innych graczy stanowiących oblicze naszej kadry jak Maciej Kruczek, Radosław Galant, Grzegorz Pasiut czy Jakub Witecki. Dlaczego, mimo takich tradycji, w Krynicy nie ma teraz seniorskiego hokeja?
Ciężko powiedzieć, bo to nie jest do mnie pytanie tylko raczej do osób odpowiedzialnych za krynicki hokej. Gdy byłem małym chłopakiem marzyło mi się grać w swoim klubie ze wspaniałymi hokeistami, walczącymi wtedy o medale. Dlatego bardzo mi przykro, że nie mamy nawet drużyny w 1 lidze.
Bójki na pięści to jeden z elementów hokejowego rzemiosła. Lubisz je czy raczej unikasz?
Ciężko powiedzieć, bo w naszej lidze to rzadkie sytuacje. Zdarzają się raczej jakieś drobne przepychanki pod bramkami. Chyba faktycznie musiałbym zagrać gdzieś za granicą.
Podczas gry w Sanoku zacząłeś studiować na PWSZ Krosno. Czyli na koniec kariery fach masz w ręku?…
Później, po zmianie klubu z Sanoka na GKS Tychy, przeniosłem się do PWSZ w Raciborzu i w tym roku piszę licencjat z wychowania fizycznego. Jestem na odnowie biologicznej, więc będę fizjoterapeutą albo trenerem. Ale przede mną, mam nadzieję, jeszcze sporo grania.
Twoje najbliższe cele?
Mistrzostwo Polski z GKS-em Tychy i awans z reprezentacją do elity.
Czego ci więc życzyć?
Zdrowia przede wszystkim i szczęścia. Jeśli uda się osiągnąć to, co bym chciał, to już będę bardzo szczęśliwy.
* * *

Bilety na katowicki turniej EIHC kupisz na: www.ebilet.pl
Oficjalna strona internetowa turnieju Euro Ice Hockey Challenge | Katowice 9.02.2017-11.02.2017: testpzhl.pl/eihc-katowice-2017